Australijska nagroda uznania

20 maja w bibliotece Muzeum Powstania Warszawskiego miała miejsce wzruszająca uroczystość nadania tytułów Małych Bohaterów przez australijską polonijną Fundację Polcul.

W tym roku wśród 15 wyróżnionych społeczników znalazła się założycielka naszej fundacji, Siostra Daniela. Uroczystość uhonorował swoją obecnością Ambasador Australii w Polsce.

Działalność Siostry Danieli na rzecz wałbrzyskich potrzebujących dzieci została dostrzeżona nawet w Australii i to na równi z również wyróżnioną w tym roku, potężną akcją ‚Cała Polska czyta dzieciom’. Pełna lista wyróżnionych znajduje się tutaj: http://www.polcul.pl/index.
php?option=com_content&view=featured&Itemid=101

Fundację Polcul powołał do życia w Australii polski emigrant i działacz społeczny, nieżyjący już, Jerzy Boniecki. Celem fundacji jest wyróżnianie:

  • postaw objawiających się tworzeniem społeczeństwa obywatelskiego,
  • działalności wyrażających poszanowanie i tolerancję dla innych,
  • osób poświęcających swój czas i energię dla wspólnego dobra, podejmujących inicjatywy służące demokracji i budowaniu społeczności lokalnych.

Wyróżnienia Fundacji przyznawane są dwa razy w roku. Wyboru laureatów dokonuje Kapituła na podstawie wniosków przygotowanych przez Konsultantów Fundacji. Siostrę Danielę wskazała do wyróżnienia konsultantka, wychowanka szymanowska, Joanna Moraczewska-Gwiazdowska.

 

O fundacji Polcul – ‘ „Tygodnik Powszechny” Nr 39 z 28 września 2003r:

– Kiedy i w jakich okolicznościach powstał Polcul?

– Sam pomysł narodził się w 1976 roku, niedługo po zajściach czerwcowych i powstaniu Komitetu Obrony Robotników, ale do zbudowania form organizacyjnych doszło dopiero w 1980 roku. Powstanie Fundacji poprzedzone było konsultacjami z różnymi osobami i instytucjami zaangażowanymi w rozwój opozycji demokratycznej w Polsce. Ważną rolę odegrała tu “Kultura” Jerzego Giedroycia.

Profil pierwszych laureatów dobrze odzwierciedla okres, w którym powstała Fundacja. Nagradzaliśmy wówczas ludzi związanych przede wszystkim z ruchem kultury niezależnej, ruchem związkowym i obroną praw człowieka. Stąd też nazwiska: Michnik, Geremek, małżeństwo Wujców, Helena Łuczywo, Halina Mikołajska. Ale większość stanowili nieznani szerzej drukarze, kolporterzy, działacze związkowi. W sumie w latach 80. wyróżniliśmy około 600 osób.

– Kto decyduje o wyborze laureatów?

– Przed rokiem 1989, w okresie “heroicznym”, kandydatury przychodziły przede wszystkim od środowisk opozycji demokratycznej, które cieszyły się dużym stopniem wiarygodności i autorytetem moralnym. Nazwiska przekazywane były na Zachód przez ludzi zaufanych, jak np. Stefan Kisielewski, który w tym okresie poruszał się dość swobodnie pomiędzy Warszawą a Paryżem. Do oceny zgłaszanych propozycji powołaliśmy jury, które wtedy w całości zamieszkiwało na zachodzie. To byli ludzi tacy jak: Jan Nowak-Jeziorański, Gustaw Herling-Grudziński, Eugeniusz Smolar czy Jerzy Giedroyc, by wymienić tylko niektórych. Po 1989 do jury stopniowo zaczęliśmy wprowadzać ludzi mieszkających w kraju: Jacka Fedorowicza, Czesława Bieleckiego, Zofię Bartoszewską. Dziś poza dwoma jurorami mieszkającymi w Australii, mną i Jankiem Pakulskim, wszyscy mieszkają w Polsce.

Rok 1989 przyniósł zasadniczą zmianę w naszej działalności. […] Zdecydowaliśmy, że nagradzać będziemy działaczy promujących kulturę obywatelską przez małe “k”, a więc tych, którzy codzienną pracą budują zręby społeczeństwa obywatelskiego, promują dbałość o wspólne dobro, pomagają niepełnosprawnym, rozwijają kulturę lokalną itd.

[…]Musieliśmy znaleźć ludzi, którzy wyłuskiwaliby takich Małych Bohaterów i ich wartościowe projekty. W ten sposób powstała funkcja tzw. konsultantów, których zadaniem jest przedstawianie kandydatów do nagrody.

– Kim są konsultanci?

– Nie są to osoby z pierwszych stron gazet. To ludzie odznaczający się dużą wrażliwością społeczną, zmysłem obserwacji otaczającego ich środowiska i doskonałą znajomością polskich realiów. Mamy w tej chwili pięciu konsultantów zamieszkałych w różnych rejonach Polski.

– Z jakim odzewem spotyka się działalność Polculu w Polsce?

– Myślę, że z dużym, choćby dlatego, że przyznajemy około 50 nagród rocznie. Na uroczystościach wręczania nagród spotykają się laureaci wzajemnie siebie nie znający. To, że ci wszyscy wspaniali społecznicy mogą być wtedy razem, tworzy coś na kształt duchowego braterstwa. Ci ludzie po prostu widzą, że takich jak oni jest więcej. To bardzo uwznioślające i stymulujące uczucie.

– Polcul działa już od 23 lat – w czym upatruje Pan źródła jego sukcesu?

– Na pewno w tym, że jako organizacja zawsze działaliśmy ponad podziałami politycznymi, religijnymi i etnicznymi. Byliśmy zawsze niezależni i otaczaliśmy się, by użyć powiedzenia Władysława Bartoszewskiego, ludźmi przyzwoitymi. Ale mam też taką teorię, że ludzie, którzy działają społecznie – a nikt w Polculu nie działa odpłatnie – są po prostu szczęśliwsi, bo myślą o innych, nie o sobie. Może tu właśnie kryje się źródło tego, że wciąż istniejemy.’

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s